<title_newspaper=Przyjacika> 
<title_article=Przed wan decyzj> 
<author_1=Stanisawa Poprzeczko> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year=1953> 
<month=06> 
<date=1953-06-14> 
<period=w> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
Za dwa tygodnie koczy si rok szkolny. Przed uczniami najstarszych klas stoi teraz pytanie: co robi dalej, do jakiej pj szkoy, jaki wybra zawd? Myl o tym chopcy i dziewczta z klas VII i XI, rodzice i wychowawcy. Decydowanie o przyszoci jest rzecz bardzo wan i trudn.
Pamitamy wasne rozterki, kiedy w latach naszej modoci wybr zawodu zalea przede wszystkim od tego czy rodzicw sta bdzie uczy dziecko. Ile to rodzin odmawiao sobie wszystkiego, bo najstarsza syn by w szkoach. Po kilku latach syn skoczy szko i wraca do domu  nie znalaz pracy.
Przed wojn do szkoy nie chodzio milion dzieci. Byy to dzieci chopw i robotnikw. Na 100 dzieci w miecie tylko 45 osigao klas 7, na wsi zaledwie 27. Nie do na tym. Spord 7-klasistw tylko co jedenasty uczy si dalej. Na 15 tysicy absolwentw szk zawodowych w 1936 roku, 6 tysicy pozostawao bez pracy, a 3 tysice zarabiao mniej ni 40 z miesicznie. Pomylcie  przed wojn jedynie 6 tysicy absolwentw szk zawodowych zdoao jako tako urzdzi swoje ycie.
W obecnym roku szkolnym 19521953 w zasadniczych szkoach zawodowych i technikach ksztaci si 560 tys. chopcw i dziewczt. Ani jedno z nich nie potrzebuje si martwi czy dostanie prac. Dzi nie absolwenci szk szukaj pracy, a praca szuka ich. Nieomal co drugi ucze mieszka w internacie, co trzeci otrzymuje cakowite stypendium. Sprawa ksztacenia dzieci przestaa by ciarem dla rodzicw.
Jedna zmiana pociga za sob drug. Kto z nas sysza kiedy, aby dziewczta szy do szk metalowych, chemicznych, budowlanych i tylu innych nieznanych, bd te dawniej dla dziewczt niedostpnych. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 